sobota, 15 sierpnia 2009

I'm in Poland Bitch!


Zacznę od początku i będę opisywał wydarzenia chronologicznie, tak będzie mi łatwiej wszystko zrekapitulować.

Tak jak już pisałem. Jak zwykle mamy gdziekolwiek stosunkowo daleko, kto był u nas ten wie (a trzeba powiedzieć że już coraz więcej osób odwiedziło Leśnicę), tak na Electrocity mieliśmy bliżej. Wsiedliśmy do pociągu na stacji kolejowej w Leśnicy i w pół godziny byliśmy w Malczycach. W pociągu był spory ścisk, także nawet najodważniejszy konduktor nie ośmieliłby się sprawdzić biletów. W efekcie jechaliśmy na gapę. Dreszcz emocji. Innym też skoczył poziom adrenaliny, bo w pociągu była szamotanina. Dal nas zaś to był pierwszy sygnał ostrzegawczy "oho! trzeba uważać, bo nie jesteśmy wśród swoich".

Z Malczyc były darmowe autokary na sam teren festiwalu. Wpierw wybraliśmy jednak opcję "sklep". Za nieśmiałą namową Adama, zdopingowani przez ekspedientkę w sklepie która stwierdziła "słuchajcie, przecież to niedaleko", wyruszyliśmy z Malczyc do Lubiąża na piechotę. Po drodze przeklinaliśmy ten pomysł i uciekaliśmy na pobocze przed szalonymi ciężarówkami. Inni na drodze albo nam kibicowali albo złorzeczyli, gwizdali, trąbili, krzyczeli, machali rękami. Przygoda. Gdy w końcu po ponad godzinie wędrówki dotarliśmy na miejsce i odebraliśmy bilety, zastała nas gigantyczna kolejka przed wejściem. Wcześniej jednak z oddali słyszeliśmy że na głównej scenie ktoś grał "Rockafeller Skank" w remiksie Riva Starra, "Up To No Good" The Squatters i "Gypsy Woman" Marka Mendesa. Ok, ale tego drugiego kawałka nie spodziewałem się usłyszeć. Niespodzianka.

W kolejce spędziliśmy nie bagatela ponad 1h 20 min. To było kolejne niemiłe wrażenie. No bo kto to widział, na tak spory festiwal ustawić jedynie 4 bramki. "Współstacze" okazali się być jednak ludźmi, mimo że niekoniecznie tak wyglądali i żadnych nieprzyjemnych sytuacji do końca wieczoru nie uświadczyliśmy. Gdy w końcu przedarliśmy się do środka, od razu pobieglismy na główną scenę na:

CROOKERS

Na wejście przywitało nas "Zeggie" Afrojacka. Crookersi grali nieźle, choć moim zdaniem jakby od niechcenia. Było trochę bangerowo, trochę tribalowo, nie do końca równo, skokowo. Jako, że grali u nas pierwszy raz, sypneli garścią hitów w postaci "Thuderstruck", "Knobbers" i "Day 'n' Nite". Pojawiło się jeszcze "Warp" i "Hey" Laidback Luke'a i Diplo. Co muszę im zaliczyć na plus, to to że poza tym zaprezentowali sporo numerów których nie znałem. Na minus, że nie zagrali bodaj żadnego z serii ostatnich rewelacyjnych remiksów: ani "Secousse" Radioclit, ani "Boom Da" Mixhella, czy "Township Funk" Mujavy. No, był "Raven", ale ten numer zagrali potem i Felix Da Housecat i Laidback Luke. Czyli wszyscy. Pojawił się za to jeszcze nie wydany numer Laidback Luke'a z Lee Mortimerem o tytule "Blau". Oświecili mnie w tym temacie ludzie z forum Laidback Lukea.



Crookers mieli słaby kontakt z publicznością. Lekko gibali sie nad stołem djskim, czasem pokiwali głowami. Nieobecni. Podeszli potem do barierek by zbić piątki z fanami, ale chyba tylko dla formalności. Co jeszcze? Phra wyglądał jak Paul Kalkbrenner z "Berlin Calling".

Szkoda, że tak jakby olali sprawę. Może dlatego że Polska, może że festiwal ni do końca w klimacie, może dlatego, że grali od 21:30 do 23:00. A może wszystko na raz.

4/4+

FELIX DA HOUSECAT

Feliks przypomniał mi o sobie w tym roku numerem "Elvi$". Jego występ bardzo mnie cieszył. Prawda jest jednak taka, że był to słaby set. Zaczął 'staroszkolnie', od remiksu "Blue Monday", było technicznie. Potem zapodał "Lyposuct" D.I.Ma. & Taia, "AA 24/7" Dance Area i remiks "Kids" MGMT. Swoją drogą, to był rozczulający moment. Widzieć wokół siebie kwadratowe szczęki, wielkie jak konary szyje, nażelowane pseudo-irokezy, tipsy, pasemka, które jak jeden mąż energicznie baunsowały do MGMT. Szkoda jedynie, że nie śpiewali refrenu. Potem fragment "Silver Screen Shower Scene" i "Smells Like Teen Spirit" w oryginale. Pewnie ktoś powiedział Felixowi, że w Polsce ludzie najlepiej bawią się do utworów, które już znają, albo usłyszał to od Maklakiewicza, jak oglądał "Rejs". Potem był jeszcze wspomniany "Elvi$", "You're Nasty" Duck Sauce czy "One more time" Daft Punka. Reszta była mocno electro-techowa, we właściwym dla Felixa stylu. Zabrakło "Kickdrum".



Mimo, że selekcja była dość ciekawa, to set był mało spójny. Felix czasem jakby trochę nonszalancko dobierał kolejne utwory, przez co cały występ tracił dynamikę. Jakiś niezdecydowany był. Choć trzeba mu przyznać, że miał lepszy kontakt z publicznością od Crookersów. Kilka razy mówił coś do mikrofonu (amerykańska szkoła), ale ani my, ani tym bardziej reszta publiki nic nie zrozumiała.

Daję 3+/4-

***

Po Feliksie, zdecydowaliśmy się zwiedzić inne sceny: Run To The Sun, Gate To Hell, Fly With Me i Red Tent. Właściwie ciężko mi jednoznacznie określić, co było grane na poszczególnej ze scen. Na "Fly with me" występował Eric Sneo, którego kojarzę z imprezy w kwietniu w Browarze Mieszczańskim. Wysłaliśmy wówczas dubstepowy set na konkurs; nagrodą był występ na jednej ze scen. Jednak jego mroczne techno (scena Fly With Me, była w barokowym kościele, tym na zdjęciu powyżej) szybko nas znużyło i ruszyliśmy na hardstyle. Wówczas grał The Prophet (którego kojarzę z Thunderdromów), po nim zaś Zany. Na jednego jak i na drugiego trafiłem w momencie gdy grali intrygujące remiksy: The Prophet "In The End" Linkin Park, a Zany "Otherside" Red Hot Chili Peppers. Ale bawiliśmy się przednio.



Laidback Luke miał grać dopiero o 3:45. Rozejrzeliśmy się po terenie festiwalu. Sierpniowe noce już nie są tak ciepłe, dlatego dobrze, że część korytarzy klasztoru była udostępniona, także można było wejść do środka, usiąść i się ogrzać.

Co do zaopatrzenia. Lano Lecha, ale można było go tez kupić w puszce. Poza tym woda. Nie mogłem znaleźć jednak żadnego punktu z napojami energetycznymi. Żarcie było fatalne. Niby standard: zapiekanka, hamburger, szaszłyk, kiełbaska, ale wszystko jakieś gumowe, papierowe, kleiste.

Plusem był jednak, brak dużych kolejek.

LAIDBACK LUKE

Z Laidback Lukiem wiązałem chyba największe oczekiwania. No i nie zawiódł. Zaczął typowymi dirty dutchami. Było między innymi "Let The Bass Kick" Chuckiego, z zsamplowaną frazą "I'm in Poland Bitch". Potem stopniow przyśpieszał. Znów "Warp", "Raven" w remiksie Crookers, "Rockin' with the best", "Get Up" Bingo Players w remiksie Diplo, "Cream" Frederico Franchi czy "Show me love" w remiksie Afrojacka. Na koniec David Guetta i Kelly Rowland w jego remiksie, i najbardziej wyczekiwany kawałek tego wieczoru czyli Mstrkrft ft. John Legend - "Heartbreaker" również w remiksie Lukea.

Przy tym było to najlepszy i najciekawszy technicznie set. Rewindy, nagłe cuty, zsamplowane wokale, mashupy. Luke miał świetny kontakt z publicznością. Wymachiwał rękami, układał z dłoni serce, gestykulował, uśmiechał się do kamery, która przenosiła obraz na żywo na telebim, krzyczał, ściszał muzykę i śpiewał razem z tłumem. Potem rozdał autografy, przeprosił wszystkich fanów, że nie może z nimi pogadać bo ma samolot i cały czas kokieteryjnie się uśmiechając odszedł. Naprawdę, czarująca osoba.

5+



***

Otwarta pozostaje odpowiedź na pytanie, co pomiędzy Crookersami a Flixem De Housecatem robił Dj V Valdi? Więcej o nim tu.

Śmialiśmy się z Adamem, że należało się ubrać "niewpierdol". Mimo wszystko jednak, "trochę wpierdol" wyglądaliśmy. O dziwo jednak, całe to towarzystwo "polskich klubowiczów" okazało się całkiem sympatyczne. Może był to wynik muzyczno-alkoholowo-narkotykowego amoku. Przybijali z nami piątki, sami czasem zagadywali, a gdy łapało się z nimi kontakt wzrokowy, gestykulowali w stylu "jak się dziś bawisz? bo ja jadę kurwaaaa!". Ja niemal zaprzyjaźniłem się z jednym schaboszczakiem. Mimo wszystko, nie czuliśmy się do końca komfortowo będą jedynie w trójkę.

Z takich ciekawostek, to dowiedzieliśmy się jeszcze, że po strefie V.I.P. przechadzali się fukncjonariusze CBŚ i robili zdjęcia z ukrycia. Uśmiech proszę!

Ale było fajnie. Żałujecie, kto nie był.


Pzdr.
Stadtkind


P.S. Moja "biedafotorelacja" zrobiona aparatem w telefonie komórkowym, dostępna tu.

4 komentarze:

Gretchen Ross pisze...

Myślałam, ze na takie imprezy śmigają jedynie wixiarze... :)

Stadtkind pisze...

A my to nie wiksiarze?

Bisti pisze...

hahaha, za relacje daje 5+ a "balu" swietne.

Stadtkind pisze...

Blau bardzo nośne i chwytliwe.
Jednak cześć osób zada sobie pytanie, czy "jeszcze tak" czy "już nie".

Reszta pójdzie za rekomendacjami.

Ja sam jeszcze do końca nie wiem.