piątek, 2 kwietnia 2010

Basement Party @ 55

Zombie for money?


Nat Self to ten łysiejący gość z Zombie Disco Squad. W duecie zwykle bywa tak, że jeden ma jeśli nie większy talent to na pewno ambicje. Podobnych przykładów nie trzeba daleko szukać, nawet na tym samym podwórku niektórzy wolą się czasem bawić w pojedynkę, jak Downtown z Reanissance Man, Phra z Crookersów czy chyba najbardziej jaskrawy przykład czyli Bob Rifo z The Bloody Beetroots. Wcale nie podejrzewam, że chodzi im o pieniądze, bo rynek muzyczny to wcale nie łatwy grosz, bardziej pewnie o realizację swoich pomysłów. Ach... nieważne.

To co robi Nat Self, wcale nie odbiega od twórczości Zombie Disco Squad. Jest oszczędnie, tech-housowo, z całym plemiennym instrumentarium. Dlaczego więc o nim piszę? Ano, jest jeden numer, którym zwrócił on moją uwagę na siebie.


Nat Self - War


Świetny numer. Aranżacja skromna, ale jest dość energiczny beat, no i ten wokal. Właśnie o to się rozchodzi. Ostatnio widać bardzo wyraźny zwrot w stronę housowych korzeni, wszystko staje się bardziej "soulful", Kid City postuje nawet "Bitter Sweet" Kinka. Tutaj mamy mocno techniczną przygrywkę, ale ścieżka wokalna pełna pasji daje kawałkowi mnóstwo energii. Czekajcie na wydanie "OWN" Adama Porta i Santego, to będzie hit, skoro sam Riva Starr tak o tym kawałku pisze.


Pzdr.
Stadtkind

czwartek, 1 kwietnia 2010

Slam Dunk - PinkTape vol. 013


Tadam! Oto nasz nowy miks! W samą porę chciałoby się powiedzieć. Tym razem nagraliśmy go również dla internetowego serwisu, niech promują, niech idzie w świat!

Po Junoucast # 10, który odsłonił nasze zainteresowania bardziej technicznym graniem, w tym miksie powracamy do mocniejszego jednak wyważonego brzmienia, wolałbym jednak nie nazywać tego przysłowiowym "pierdolnięciem".

Puszczajcie swoim znajomym, rodzicom, dziadkom, krewnym i zwierzętom domowym! Słuchajcie i bawcie się dobrze!


1. Boys Noize – Gax
2. Adam Sky ft. Zoo Brazil – Circle Jerk (Bloody Beetroots Remix)
3. DJ Rob 3 – The Chase (Top Billin Chicago Remix)
4. X-Press 2 – London Xpress (Idiotproof Remix)
5. Femme En Fourrure – Plump Bisquit (Sharkslayer Demon Dub Remix)
6. Sound of Stereo – Zipper
7. Boris Dlugosch – Bangkok
8. Autoerotique – Gladiator (Torro Torro Remix)
9. D.I.M. & TAI – Lyposuct (NOOB Remix)
10. Sound Of Stereo – Button
11. Tune Brothers – Finally (Sharkslayer Nassau edit)
12. Hostage – Loft in Bass
13. Lee Mortimer & Foamo – Superman
14. Erol Alkan & Boys Noize – Waves
15. Surkin – Fan Out



Zajrzyjcie też na Elecetroclash.pl i zostawcie tam ślad swojej obecności!


Pzdr.
Stadtkind


P.S. Projekt okładki nie leżał w naszej gestii!

środa, 24 marca 2010

Revolta Night @ Rdza


W najbliższą sobotę po ponad dwóch miesiącach powracamy do Krakowa. W Rdzy? A czemu nie! Będziemy tam pierwszy raz, a i wy się nie bójcie wpaść bo line-up gwarantuje... No na pewno coś gwarantuje, bo dobrze bawić się można przecież również bez muzyki i alkoholu. Ok, tylko żartowałem!

Więcej informacji, detale, wskazówki itp. znajdziecie na FACEBOOKU.

Pzdr.
Stadtkind

poniedziałek, 22 marca 2010

Przekręt!


Riva Starr, o którym wypowiadam się ostatnio w samych superlatywach, wystartował z własną wytwórnią. Na pierwszy ogień David Keno i gorący numer "Upside Down". Powyżej bardzo sympatyczny teaser!

Pzdr.
Stadtkind

March charts!



W marcu jak w garcu... z wódą!

1. DJ Rob 3 - The Chase (Top Billin Chicago Remix)
2. X-Press 2 - London Xpress (Idiotproof Remix)
3. Drop The Lime - Devil's Eyes (Spox 'Devil of the Opera' Remix)
4. The Phantom - Cambodia (Harbour Horse Remix)
5. Groove Armada - Paper Romance (Zombie Disco Squad Remix)
6. Hostage - Loft In Bass
7. Fatboy Slim - Praise You (Riva Starr Remix)
8. Daniel Steinberg - Rush Me
9. Sound of Stereo - Button
10. Jessica 6 - Fun Girl (Keinemusik Remix)

Pzdr.
Stadtkind

niedziela, 14 marca 2010

Slam Dunk vs Television Tom


TELEVISION TOM

Przygodę z muzyką rozpoczął w końcu lat 90. Przez ten czas wydawał swój materiał w kilku polskich oraz zagranicznych wytwórniach (Kikapu, Voodoo, Bitlab Records, Tanztone). Remixował takich twórców jak Kinetica, Masala Soundsystem, The Loveliers, Mystic Mountains czy Chłopomania.

Od 2006 roku wspomaga kolektyw artystyczny z pogranicza muzyki i sztuki The Loveliers. Jest członkiem Sweet Smelling Surfaces, projektu audio-wizualnego należącego do Tampopo (International Deejay Gigolos) dla którego swoje produkcje wydają m.in Mick Wills, Plastique De Reve, Queens of Japan czy Daniel Dexter.

W 2008 roku współtworzył kolektyw Bowie Said Dance z którym w przeciągu kolejnych lat odwiedza większość kluczowych klubów rozsianych po całej Polsce (Saturator, Rondo Sztuki, Jadłodajnia Filozoficzna, Folia Concept, Cafe Mięsna, Wagon). Miał również okazję rozkręcać imprezy z takimi zawodnikami jak chociażby Dizzy Trouble, DJ Qube, Slam Dunk, Headshotboyz (Crux Records), DJ Spox, Mark Nox, Ninca Leece i wieloma innymi. W 2009 zostaje zaproszony do uczestnictwa w Tresor Night podczas, którego supportuje Hendrika Vaaka, znanego szerzej z duetu Sender Berlin oraz właściciela wytwórni Ungleich.

Rok 2009 to również początek serii luźnych wokal miksów, odbiegających znacząco od pierwotnych dokonań lecz zbierających przychylne opinie zarówno w Polsce jak i za granicą. Połączenie muzycznych zajawek i fascynacji zaowocowało także wspólnym projektem z Patrykiem Gegniewiczem (Sundial Aeon, Palsecam, The Loveliers), z którym okazyjnie ma zamiar się przypominać, serwując materiał z pogranicza melodyjnego i pozbawionego oczywistości techno.

http://www.myspace.com/pocketponey
http://soundcloud.com/television_tom

***

Klub "Ośrodek", ul. Piłsudskiego 67
18.03.2010 godz. 22:00
Wstęp: 5 zł

***


Wydarzenie na FACEBOOKU.


środa, 10 marca 2010

Prywatka # 3 @ C4B


Wiecie o co chodzi? Jeśli nie wiecie, to trudno, ale możecie dowiedzieć się np. z Aktivista lub onet.pl. Nic więcej nie powiem. Brawa dla Maciej "Piacha" Piaseckiego za plakat. Jak sam powiedział: "Poziom może i idzie w dół, ale jest nowy rekord szybkości!". Anonimowe źródła podają, że szacowany czas to 4 minuty.

Z dedykacją dla rodziny C4B i wszystkim przybywających:



Pzdr.
Stadtkind

Tvyks!


Pochodzący z Pragi, rezydujący w Berlinie, jest jednym najpopularniejszych czeskich dj'ów. Grał od Londynu przez Paryż, Amsterdam po Berlin. Funkcjonuje na scenie już od początku lat dziewięćdziesiątych nie tracąc przy tym świeżego podejścia do muzyki klubowej. Grał m.in. z D.I.M., Mixhell, Headman, Rex The Dog, Lo-Fi-Fnk, Adam Sky, Huoratron, Bunny Lake, Naive New Beaters, Vicarious Bliss, Jo Jo De Freq, czy Franz & Shape. Jego sety łączą wszystko to co jest obecnie ekscytujące i zjawiskowe na scenie electro.

Chyba wystarczy jako rekomendacja?

http://www.myspace.com/tvyks 
http://soundcloud.com/tvyks

Jako teaser jego ostatni remiks dla The Uniques:

The Uniques - Dungeon (Tvyks "Changed the Way of Thinking" Vocal Mix)

***

Link do wydarzenia na facebooku!


Pzdr.
Stadtkind

piątek, 5 marca 2010

Didżejem być...



Wczoraj obejrzałem "It's all gone Pete Tong". Pierwsze słowo, które przyszło mi na myśl po filmie to - "głupi". Ale nie oznacza to wcale, że film mi się nie podobał. Umówmy się - fabuła jest niedorzeczna. Frankie Wilde, uważany za najlepszeg dj'a na świecie, z 11 letnim stażem na Ibizie, stopniowo zaczyna tracić słuch po czym całkowicie głuchnie. Popada w obłęd, zamyka się w swoim domu w absolutnej ciszy licząc, że to przywróci mu słuch. Tak się nie dzieje, więc w pewnym momencie Frankie bierze się w garść i idzie na kurs czytania z ruchu warg. Tam poznaje uroczą również głuchą Penelope, w której się zakochuje i powoli zaczyna się godzić ze swoim kalectwem. I tak, na skrzydłach miłości, odkrywając że może czuć muzykę całym ciałem choćby poprzez stawianie stóp na głośnikach, nagrywa najlepszy materiał jaki dotychczas zrobił. Wraca do klubu by zagrać najlepszy set w swoim życiu, i gdy wytwórnia myśli, że złowiła złotą rybkę, no bo cóż to za niebywała rzecz, mieć u siebie najlepszego na świecie didżeja, który przecież jest jeszcze do tego głuchy, on nagle znika by prowadzić ustatkowane życie. Jest napięcie, moment dramatyczny, katharsis i "szczęśliwy happy end", jak to mówiła moja polonistka. Typowe kino scalenia według teorii Todda McGowana

Po drodze oczywiście zostają pokazane blaski i ciebie didżejskiego życia, jest seks, alkohol, narkotyki i dużo beztroskiej hulanki - wszystko oczywiście w nieco dydaktycznym ujęciu pokazywania ścieżki do autodestrukcji. Uważajcie dzieci, to niebezpieczna droga, nie zejdźcie na manowce! Może nieco przesadzam, bo całość okraszona jest do tego całkiem niezłym humorem, czasami bardziej wulgarnym czy prymitywnym, który jednak zmiękcza cały ten fabularny patos. Może irytować przerysowanie głównej postaci, o którym Tiesto (film przybiera momentami formę paradokumentu) w filmie wypowiada się, że Frankie Wilde, jako jedyny tak czuje muzykę, że nikt inny tego nie potrafi robić lepiej. No właśnie, a muzyka? Jest jej w filmie dużo, ale wydaje się być jedynie tłem dla przedstawionych wydarzeń, elementem scenografii. Zupełnie nie przykuła mojej uwagi.

Złośliwi po obejrzeniu filmu pewnie by powiedzieli, że dzisiaj głuchy mógłby być didżejem, skoro komputer z kontrolerem zrobi za Ciebie niemal wszystko. Ok, sam właściwie o tym pomyślałem w trakcie filmu. Ale może właśnie ta głuchota Frankiego to swoista metafora? Może chodzi po prostu o czucie muzyki, stałe myślenie o niej, oddychanie nią? Kto nie czuje, ten nie bryluje! Zostawiam was z tą refleksją.

Zygmunt Kałużyński mówił, że czasami warto obejrzeć nawet najgorszy film, choćby dla jednej sceny, która będzie dobra. W "It's all gone Pete Tong" jest sporo fajnych momentów, więc oglądajcie. Łatwo znajdziecie go w sieci.

Tak się zastanawiałem nad filmami, które opowiadają o didżejach lub kulturze klubowej. Jest "Berlin Calling", jest wspomniany wyżej "It's all gone Pete Tong", "Human Traffic", "Party Monster" i ... No właśnie, w tym momencie więcej nie przychodzi mi do głowy. Może wy coś zasugerujecie?

Miało być o didżejach i recepcji tego zjawiska w kulturze popularnej. Przypomniał mi się własnie cytat z wyżej opisywanego filmu. Szło mniej więcej jakoś tak: "Może napiszę książkę. Ale to zajmie wieki, kupa roboty... To może coś mniejszego? Jakąś broszurę?". Też mógłbym coś więcej o tym napisać, więcej niż broszurę, na razie jednak poprzestanę na tych kilku akapitach.

Teraz będzie już górki. Kilka ciekawostek znalezionych tu i ówdzie.

Opole 92'. Top One. Cóż za widowisko! Oda do didżeja? Tak, chyba jedyna jaką znam. I co teraz moi kochani didżeje, spojrzycie może bardziej przychylnym okiem na wszystkich requesterów czy publikę? Didżeje, zagrajcie dla nas! Gdyby nas nie było, to wy nie mielibyście co robić. To też ciekawy temat, ale może rozwinę go przy innej okazji.

Nie będę pisał o kawałku, zacytuję komentarz z Youtube'a: "klasyka...idealne połączenie italo z eurodance...efekt?wykurwiście zajebisty!!!"


Różnica między graniem imprez w Europie, a za Atlantykiem polega między innymi na tym, że tam grający o wiele częściej chwytają za mikrofon, by uzewnętrznić się przed tłumem. Wydaje mi się, że ta tradycja jest u nas bardzo dobrze pielęgnowana. Na przykład taki Dj Turbo, jak widać wyraźnie zafascynowany Gombrowiczem.

DJ Turbo - Gówno (via wrzuta.pl)

A na koniec dwa kawałki, jest humor, jest dystans, jest fajny bicik!

Mowgli - I'm a DJ
Oh Snap!! - Everyone's A DJ -(Hump Day Project Remix) 


Pzdr.
Stadtkind.

poniedziałek, 1 marca 2010

Park Jurajski!



W relacji z naszego grania w Berlinie tylko wspomniałem o Totally Enormous Extinct Dinosaur, z którym dzieliśmy scenę. Błąd, teraz to jednak nadrobię, bo warto się mu przyjrzeć. Zakontraktowany jest w Greco-Roman (którzy są znani z organizacji bardzo ciekawych eventów), obok takich artystów jak David E. Sugar, Drums of Death, Buraka Som Sistema, Grovesnor czy Joe Goddard. Orlando, podobnie jak kumple z labelu, ma wyrafinowane poczucie humoru i lubi bawić się konwencją.

Przyjemnie ogląda się go na żywo podczas grania, szczególnie gdy towarzyszą mu dwie urocze tancerki. Łączy popową wrażliwość z tanecznym groove, melodyjne syntezatory i wokale z basowym bitem.

Ostatnio na discobelle.net trafiłem na to video, nagrane podczas pierwszej edycji The Roundhouse BlackBox Sessions, czyli to czego możecie się spodziewać w jego live actach w pigułce plus dodatkowe wizualne smaczki. Urzekające!


Jako bonus jeden z kawałków, które możecie usłyszeć w powyższym klipie:

Totally Enormous Extinct Dinosaur - Moon Hits The Mirrorball


Pzdr.
Stadtkind

niedziela, 28 lutego 2010

Who is that Noize?


It's me! - odpowiedział mi Housemeitser. Chłopak wie jak się robi hałas, w końcu szesnaście lat w branży robi swoje. Ale nie widać po nim oznak rutyny, sympatyczny i wyluzowany, chyba że się po prostu zgrywa. To była jego pierwsza wizyta w Polsce jako didżeja. Opowiadał, że kiedyś była na wakacjach na Mazurach. W tym momencie zwróciłem mu uwagę na to, z czego zdałem sobie sprawę jakiś czas temu, a co jest katońską frazą mojego profesora od kulturoznawstwa. Asymetria w stosunkach polsko-niemieckich, co na dobrą sprawę nie jest niczym zaskakującym. Jednak gdy zdamy sobie sprawę, że z Berlina do granicy polskiej jest około kilkudziesięciu kilometrów, a taki Housemeister, niemalże ikoniczna postać tego miasta, przez kilkanaście lat grania ani razu do nas nie zawitał, to ta różnica potencjałów czy po prostu zainteresowania, wydaje się być jeszcze bardziej drastyczna.

Szczerze mówiąc byłem bardzo ciekaw, co Housemeister zagra. Na pewno nie można było spodziewać się jakiegoś gatunkowego misz maszu, czy skrętu w inną stronę, ale pole do manewru miał dość spore. Jeszcze przed setem w Poznaniu wyznał, że połowa rzeczy które wziął ze sobą jest nowa, połowa stara. Tak też to mniej więcej wyglądało podczas grania. Z świeżych nagrań, pojawiły się jego ostatnie autorskie produkcje oraz numery jego dobrego kumpla Boys Noize'a, "Positif" Mr. Oizo w remiksie LFO, "Cash" Modeselektora czy "High Together" Siriusmo. Jeśli chodzi o klasykę, to zaskoczył wrzucając "Spacer Woman" Charlie czy "Burnin'" Daft Punka, była jeszcze Drexciya czy Japanese Telecom. Resztę stanowiła szeroka selekcja klasycznego techno czy electro. Charakterystyczne dla Housemeistera jako didżeja z tej sceny jest to, że miksuje bardzo szybko i impulsywnie, wplatając w to przygotowane wcześniej sample, czy tylko fragmenty utworów. Czasami łamie dynamikę seta, by zaraz z powrotem uderzyć mocniej, trzeba przyznać, że się nie szczypie i gra ciężko. Po jego niemal 3 godzinnym secie we Wrocławiu, czułem się jakby przejechał po mnie walec. Ale chyba nikt nie narzekał.





Przy okazji wspomnę o kolejnym miejscu we Wrocławiu w którym mieliśmy okazję grać po raz pierwszy. Sala Gotycka przy znajduje się w zespole poklasztornym sióstr dominikanek, to tłumaczy nazwę. Wnętrze z gotyckim sklepieniem i ogromnymi żyrandolami robi wrażenie, jednak problemem jest nagłośnienie tej sali. Jest zbyt wysoka i tylko przy naprawdę dużej frekwencji dźwięk jest odpowiednio stłumiony. Właśnie zastanawiam się, na ile może to przeszkadzać czy irytować samą publiczność, skoro często nawet nieistotne jest kto dla nic gra. Jakieś sugestie?


Spiracę dla was jeden numer Housemeistera, który pochodzi z jego debiutanckiego albumu "Enlarge Your Dose" wydanego jeszcze dla Bpitch Control. Mam nadzieję, że Martin nie ukręci mi za to łba. Nie definiuje on właściwie jego brzmienia, ale mnie za każdym razem bardzo urzeka.






Pzdr.
Stadtkind

P.S. Po raz kolejny składam podziękowania na ręce chłopaków z Plug & Play, za organizację imprezy i możliwość zagrania na niej.

czwartek, 25 lutego 2010

Housemeister!

Zabawa na 180 fajerków!


Minęło już półtora tygodnia od imprezy Plug & Play na Krakowskiej 180, a ja wciąż wracam do niej myślami. W czasie imprezy chodziło mi po głowie jedno zdanie "To jest nowa jakość imprez we Wrocławiu", które wypowiedziałem co najmniej kilka razy tamtego wieczoru w odpowiedzi na pytanie "No i jak Ci się podoba?". To miejsce istnieje już od jakiegoś czasu, słyszałem o nim kilkakrotnie, lecz dopiero 6 lutego, na wspomnianej imprezie miałem okazję być tam po raz pierwszy, zresztą pewnie jak i duża część publiki. 

We Wrocławiu stare miasto jest jednocześnie centrum i to nie tylko turystycznym czy usługowym, a może i właśnie przede wszystkim rozrywkowym. Zastanawiałem się, czy gdyby Ośrodek znajdował się za estakadą kolejową w kierunku południowym, to czy stałby się równie popularny w ostatnich miesiącach. 

6 lutego Wrocławianie się jednak zmobilizowali i by się pobawić wyjechali poza granice dawnej fosy miejskiej. Nawet sami organizatorzy nie spodziewali się takich tłumów. Piwo skończyło się jakoś w okolicach 2, a wódka po 3. Zostało pić Whisky i Ballantines'a. Pomimo tych, nazwijmy to niedogodnościami, a więc pomimo pewnych niedogodności i kilku innych incydentów (interwencja policji, problemy z zasilaniem, brak miejsc w szatni) i tak nikt nie kręcił nosem na tą imprezę. 

Samo miejsce, czyli Krakowska 180 robi wrażenie. Organizowanie imprez w dawnych pomieszczeniach przemysłowych, nie jest oczywiście żadną nowością, trzeba jednak dodać, że przestrzeń została dość ciekawie zaaranżowana. 


Nie powiedziałem jeszcze o najważniejszym, czyli o muzyce. Niestety widziałem tylko fragmenty poszczególnych setów, ale Legowelt zrobił na mnie bardzo duże wrażeni. To było jak podróż w czasie. Nie miało się wrażenia, że Legowelt gra pewien retrospektywny zestaw utworów, wydawało się jakby się było "tam" te kilkanaście lat temu, w Detroit, Chicago czy Hadze. Na drugiej sali SLG bardzo ładnie płynął deepowo, a na trzeciej najmniejszej gnieździliśmy się my razem z Barto i Draqiem, grając dla tych co byli spragnieni trochę większego "łomotu".

Na pewno do sukcesu imprezy przyczyniła się tak duża frekwencja, przez co rozumiem więcej niż tylko kwestie czysto finansowe. Dawało się wyczuć w powietrzu pewne podniecenie i zaskoczenie. Wydaje mi się, że wszyscy którzy tam byli czekają teraz na kontynuację. Czy rok 2010 we Wrocławiu będzie stał pod znakiem imprez na Krakowskiej? Poimprezujemy, zobaczymy!

Przy okazji wielkie podziękowania dla ekipy Plug & Play za zorganizowanie tego wydarzenia!

Zapraszam, też na oficjalną stronę Krakowskiej 180.

Pzdr.
Stadtkind

środa, 24 lutego 2010

February charts!


Luty był długo lodem skuty, teraz słońce coraz mocniej świeci, a spod topniejącego śniegu wychodzi kupa śmieci!

1. X-Press 2 - Time feat. James Yuill (Riva Starr Dub) !!!
2. Riva Starr - Dance Me feat. Trim (Oliver $ Remix)
3. Femme En Fourrure - Plump Biscuit (Sharkslayer Demon Dub Mix)
4. Hot City - If That's How I Feel
5. Brass Construction - Happy People (Pol On Edit)
6. SLG - Love Can't Turn Around (Edit)
7. Adam Port & Sante - OWN !!!
8. Lee Mortimer & Foamo - Superman
9. Delphic - Halycon (L-Vis 1990 Remix)
10. Groove Armada - Paper Romance (Zombie Disco Squad Remix)


Pzdr.
Stadtkind

czwartek, 18 lutego 2010

Berlin 2.0


W styczniu dwa weekendy pod rząd spędziliśmy w Berlinie. 22ego graliśmy w Magnecie o czym już pisałem, tydzień później zaś pojechaliśmy turystycznie, ot tak na imprezę, co nam się przecież zdarzało już nie raz. No dobra, ale powód był wcale nie błahy - impreza w WMF w ramach festiwalu Club Transmediale. Drop The Lime, Sinden, Ku Bo, Daniel Haaksman, Dj Manaia, Schlachthofbronx, a do tego na drugiej scenie jeszcze Rustie i Brackles. Ale od przybytku głowa nie boli. Co prawda non stop kursowaliśmy między jedną a drugą scenę, w międzyczasie zahaczając o bar i backstage, ale udało nam się usłyszeć spory fragment każdego setu.

Imprezy w WMF, czy raczej ogólnie w Berlinie rozkręcają się dość późno. Haaksman i Manaia, którzy zaczynali, grali właściwie dla pustego parkietu. Drop The Lime wchodził o 1, ale imprezowy tłum i tak dość leniwie zbierał się na parkiecie. DTL jakoś nie mógł się wstrzelić, później żartowaliśmy w rozmowie, że to miejsce było zbyt chirurgiczne na basowy łomot. DTL pozostanie jednak dla mnie jednym z didżejów, spośród tych których widziałem, którzy potrafią najlepiej utrzymać kontakt z publicznością i przy tym sami się świetnie bawią podczas grania.



Sinden zagrał bardzo dobrze, lecz przewidywalnie, congosy, etno wstawki i piszczały. Najlepiej chyba został przyjęty set Schlachthofbronx. Swoje chłopaki przecież, ale fakt, zagrali bardzo energetycznie i żywiołowo, mimo że było to już koło 4 nad ranem, to publika szalała.


Zawieźliśmy do Berlina dwie butelki miętowej Gorzkiej Żołądkowej jako drobny upominek z Polski dla Luki i Ryśka Manai, których mieliśmy okazję poznać podczas imprez Hungry Hungry Models. Na backstage'u wszyscy się na nie rzucili, chyba dlatego, że był to jedyny mocny alkohol tam dostępny. Przy okazji zawiązały się dwie krótkie ciekawe rozmowy:


- Dobra ta wasza wódka.
- Dzięki. Polska jest znana w świecie z dobrej wódki.
- Tak, tak. Oh, wybacz, że się nie przedstawiłem.
- Nie szkodzi.
- Kalif z Buraka Som Sistema
- Mateusz... ze Slam Dunk.

***

- Wy jesteście Schlachthofbronx?
- A Ty jesteś od tej wódki?
- Tak jest.
- No to my jesteśmy Schlachhofbronx w takim razie.
 



Tym razem do Berlina jechaliśmy z Poznania przez Frankfurt nad Odrą. To połączenie z przesiadką, na szczęście oba pociągi są ze sobą skomunikowane. Podróż trwa około czterech i pół godziny. Atutem tej opcji, jest cena. Do Berlina dostałem się łącznie za nieco ponad 9 Euro. Wpierw 15 zł za bilet z Poznania do Frankfurtu oraz opłata za przekroczenie granicy w pociągu, która wynosi bodaj 1,98 zł. Na dworcu we Frankfurcie spotkaliśmy zaś przedsiębiorczego rodaka, który od razu na peronie nagania do skorzystania z jego usług. Gość ma wykupione chyba wszystkie rodzaje biletów okresowych na trasie Frankfurt (Oder) -Berlin, i szuka na dworcu osób, które chcą skorzystać z jego oferty. Nam zaproponował miesięczny bilet dwuosobowy, za skorzystanie z którego każdy nas dał mu po piątce. Na Ostbahnhof w Berlinie oddaliśmy mu bilet, a każdy miał w kieszeni 4 euro więcej, ha! Normalny bilet na tej trasie kosztuje bowiem 9,10 euro i nie ma zniżek dla uczniów czy studentów, przynajmniej tak zrozumiałem, a w końcu znam niemiecki.

W każdym razie, już kilka osób opowiadało nam o tym facecie. Mówili, że można mu zaufać, co też potwierdzam więc się go nie bójcie, jak was zdyba na dworcu we Frankfurcie nad Odrą.

Niech to będzie taka mała ściągawka z taryfikatora podróży z Polski do Berlina. Jeśli chcecie jechać Eurocity to możecie dorwać bilety promocyjne. Pewna pula miejsc w pociągach jest objęta promocją i trzeba zapytać o bilet najpóźniej 4 dni przed podróżą. Wtedy z Wrocławia i Poznania płaci się 19 euro, a z Warszawy i Krakowa 29. W Eurocity jest nawet piwo, 8 zł za puszkę Tyskiego, ale jest!

Normalna cena do Wrocławia czy Poznania to 36 euro i nie ma żadnych zniżek, ani studenckich ani dla osób do 26ego roku życia. Warto też zapamiętać, że bilety promocyjne można kupić tylko w Polsce, w kasach w Niemczech ich nie sprzedają. W ogóle nie opyla się kupować biletów w Niemczech na pociągi do Polski, bo np. z Frankfurtu nad Odrą do Poznania wraz z opłatą za przekroczenie granicy płaci się 16 euro. No nie opyla się krótko mówiąc!

Opyla się za to zaopatrzyć się w Niemczech w zapas waniliowej Coli, co też zawsze robimy!



piątek, 12 lutego 2010

Krakowska 180


Jutro impreza na Krakowskiej. Duży event. Na scenie jednej ze scen Legowelt, na drugiej SLG a na trzeciej nasz człowiek B.A.R.T.O. Trzy sceny, trzy różne muzyczne zestawienia, jedno miejsce - Stara Pralnia na ul. Krakowskiej 180. 

Dojechać tam możecie albo taksówkami, albo tramwajami 3 lub 5 albo też możecie iść na piechotę, pojechać rowerem, hulajnogą czy saniami. Ważne byście dotarli.

Więcej o wydarzeniu na
facebooku.


Pzdr.
Stadtkind

środa, 10 lutego 2010

ALKODZIWKI!


Stęskniłaś się za nami Warszawo? Po prawie dwumiesięcznej przerwie przybywamy znów do stolicy!

Zostaliśmy określeni jako pijacki duet z Wrocławia. Tak, ten epitet chyba dobrze do nas pasuje. Choć nazwa "Slam Dunk" przylgnęła do nas dobre i bywa nawet używana zamiennie z naszymi imionami, to zawsze będę miał pewne skrywane pretensję do "Jokers Of The Scene", za to, że podprowadzili nam jedną z najbardziej adekwatnych do naszego sposobu bycia.

Więcej o samym evencie dowiecie się na facebooku.

Do zobaczenia w Discrete!

niedziela, 7 lutego 2010

Kapitalna impreza.


Wczoraj graliśmy w "Ośrodku" we Wrocławiu. Dawno nas nie było na ojcowskiej ziemi, tym bardziej cieszyłem się na tą imprezę. W lutym czekają nas jeszcze dwa kolejne eventy we Wrocławiu, ale o tym niebawem.

Co mogę napisać o wczorajszej imprezie? Zaprezentowaliśmy chyba całe spektrum naszych muzycznych zainteresowań, a specjalny gość czyli Harbour Hoes ze Szczecina dostatecznie wyżył się etnicznie. Paradygmat szaleństwa został spełniony. Były chochole tańce bez koszulek, nikt nie wylewał alkoholu za kołnierz, a sama impreza trwała do 6 rano.

Cieszę się, że Ośrodek etabluje się jako miejsce imprez. Potwierdzają to ostatnie wydarzenia w tym miejscu. Szkoda, że dopiero teraz zaczyna się rozkręcać, bo istnieje już dobre dwa lata, a może nawet i dłużej, ale lepiej późno niż wcale, nie? Ale to też nie potrwa raczej długo i nie jest to w żadnym wypadku moje złowieszcze proroctwo. Na mieście mówi się o tym od pewnego czasu. Informacja miała mieć status plotki, jak i wiele innych przekazywanych od ucha do ucha informacji, ale niestety to prawda. Już co najmniej kilku osobom tłumaczyłem w czym rzecz, jako że interesuję się trochę inwestycjami w moim mieście.


Chodzi o rozbudowę Capitolu. Projekt jest gotowy od pięciu lat. Do tego na działce obok, która jest już ogrodzona płotem, powoli rozpoczyna się budowa drugiego z planowanych we Wrocławiu Hiltonów. Lobby hotelowe ma być połączone ze strefą wejściową Capitolu, także obecny parterowy moduł, w którym znajduje się Ośrodek zostanie wyburzony, a zabytkowa część budynku nadbudowana.



O rozbudowie mówi się od dawna. Już kilka razy podawano orientacyjne terminy rozpoczęcia prac budowlanych. Ostatnia wersja mówi, że mają być one prowadzone równocześnie z budową Hiltona. Bardzo chcę by dziury w zabudowie Piłsudskiego zniknęły jak najszybciej, z drugiej strony szkoda będzie Ośrodka. O przenosinach czy reaktywacji w innym miejscu na razie nic nie wiadomo. Jak będzie wyglądał Capitol po rozbudowie? Poniżej wklejam wizualizacje:




Projekt pochodzi z krakowskiej pracowni KKM Kozień architekci. Oceniam go bardzo wysoko. To prosta, nowoczesna i zarazem efektowna architektura. Liczę, że bardzo dobrze wkomponuje się w obecną zabudowę. Atutem projektu jest to, że w symboliczny sposób nawiązuje do dawnego Capitolu, poprzez frontowe przeszklenie przypominające kompozycję fasady przedwojennego budynku. Szanuje więc kontekst historyczny i przestrzeń ul. Piłsudskiego zachowują linię zabudowy i odpowiednią skalę. Tak się powinno budować!

Więcej o projekcie możecie przeczytać tu, a jeszcze więcej tu.

Pzdr.
Stadtkind.

sobota, 6 lutego 2010

Ty wiesz jak ja się wtedy poczułam?


Hot City nie zwalniają. Jeszcze nie przejadło mi się "No More", cały czas rajcuję się "Yeah!", a oni wypuścili już kolejnego mocograja. Mają u mnie ogromny kredyt zaufania! Ja to wszystko kupuję!

Tak przy okazji mała dygresja. Trafiłem ostatnio na stronę kretyn.com, gdzie jest cała masa anegdot, stenogramów rozmów czatowych itp. Stąd zaczerpnąłem też pomysł na tytuł tego wpisu, skojarzył mi się bowiem ze wspomnianym kawałkiem. Może nie jest to najsmaczniejszy kąsek jaki tam znajdziecie, ale wciąż śmieszy, przynajmniej mnie, chociażby sama retoryka. Enjoy!

***

małtyna: jestem sobie w knajpie, w knajpianej toalecie, w kabinie knajpianej toalety. sikam. ludzka rzecz, nie? no.
małtyna: zaraz za mną przyszły dwie panny, stuk stuk szpileczkami, poprawiają mejkap przy lustrze. rozmowa
małtyna: jedna pyta drugą, czy może poszłyby do hawany (ot, taki klub).
małtyna: a druga odpowiada, że nie, bo
małtyna: (teraz uwaga)
małtyna: "ty wiesz co mi się tam ostatnio stało?
małtyna: tańczę sobie, tańczę, a tu widzę, jak mnie jakiś kolo spod baru obcina wzrokiem
małtyna: no to podchodzę i mówię, że cześć, postaw mi drinka, bo mi się pić chce
małtyna: a on mówi, że dobra, postawi mi drinka, jak z nim zatańczę
małtyna: no to tańczymy, tańczymy, ale mi się nadal chciało pić, to mu mówię, że może by mi postawił tego drinka, bo mi się nadal chce pić
małtyna: a on, że może się najpierw przejdziemy i wtedy mi postawi drinka
małtyna: no to wyszliśmy, idziemy, idziemy, ja się pytam, czy moglibyśmy wracać, bo miał mi drinka postawić, bo mi się chce pić, a on mówi, że zaraz wrócimy tylko żebym mu najpierw zwaliła konia
małtyna: no to ja go tam obrabiam, obrabiam
małtyna: (w tym miejscu opuściłam toaletę, ale dziewczyna tylko rzuciła na mnie okiem i kontynuowała swoją historię)
małtyna: (a ja jeszcze myłam ręce, więc pointa mnie nie ominęła i nie omieszkam jej przytoczyć)
małtyna: ...obrabiam, a on mi mówi, że zaraz dojdzie i że chce mi się spuścić w buzi. trochę się zdziwiłam, ale spoko, kucam przed nim, nawet taki dość wygolony był, więc spoko.
małtyna: no i się spuścił, niedużo tego było, więc spoko połknęłam no i się pytam, czy już możemy wracać, bo chcę tego drinka.
małtyna: a on mi mówi spierdalaj głupio kurwo
małtyna: (teraz będzie najlepsze, uwaga)
małtyna: TY WIESZ JAK JA SIĘ WTEDY POCZUŁAM??"


wtorek, 2 lutego 2010

Życie w tempie 170 bpm.


Muzyka elektroniczna, taneczna, klubowa, jakby jej nie nazwać, choć przez wielu traktowana jako zupełnie użytkowa, żeby nie powiedzieć wulgarna, zawsze miała zakodowany pewien symboliczny przekaz. Zaczynając od słodkiego jak cukierek disco, czy klasycznego housu działającego jak najlepsze antydepresanty na mrocznej wizji świata zaprogramowanej w detroit techno kończąc. Żaden chyba gatunek nie uderzył w tak patetyczny, często zakrawający na śmieszność ton jak hardstyle i pochodne.

Grzesiu vel Poray, mój człowiek po drugiej stronie Odry i Nysy Łużyckiej, właśnie podesłał mi ciekawy konceptualny projekt, którego sam jest autorem. Oto powycinał z hardstyleowych numerów recytowane tudzież wykrzykiwane frazy, pełne wzniosłych słów i scenicznych bon motów i złożył w jedną ścieżkę. Efekt możecie sprawdzić poniżej.

and the punchline is... [hardstyle of voices] by postparadiso

value of life in hardbeat department by postparadiso

Niech będzie, że jest to przy okazji reklama twórczości mojego znajomego i to wcale nie "krypto". Sam zainteresowany określa swoją działalność w ten sposób: ephemeral / context / intepretation / manipulation / action / terror / situation / space / chaos /. Jeśli interesuje was więcej jego pomysłów zapraszam na: http://rozanski.tk/ 

Tak przy okazji, jeden z kawałków który wpadł mi w ręce również za sprawą bohatera tego postu. Chyba każdy z was ma tak, że czasem, mimo iż uważacie, że dany kawałek jest obciachowy, to i tak skrycie niezmiernie się radujecie gdy go słyszycie. Ja mam tak z kilkoma pozycjami, między innymi z "Ecstasy" ATB, który moim zdaniem jest jednym z najlepiej wyprodukowanych kawałków pop ostatnich lat. Ten numer też mi zabił ćwieka w głowie:



Chciałbym kiedyś znaleźć się na takiej imprezie. Miałem namiastkę tego na w sieprniu tamtego roku na Electrocity gdzie grał Zany czy The Prophet. Ale to jeszcze nie było to!

Pzdr.
Stadtkind



P.S. Zastanawiałem się co znaczy "Acelera" po portugalsku. Pewnie to takie ichniejsze "Jeeeeedzieeeeeemy!". 

January charts!


Nawet najstarsi didżeje nie pamiętają takiej zimy jaka była ostatnio. A my w tym całym trzeszczącym mrozie musieliśmy stać około 40 minut pod wejściem do WMF by zobaczyć Radioclit, poza tym jak zwykle biegaliśmy z torbami od dworca do klubu, potem na after i z powrotem na dworzec lub Bóg wie gdzie jeszcze.

Ale nie takie mrozy nam straszne. Co się pojawiło w naszych setach w styczniu lub co zwróciło naszą uwagę w tym miesiącu? Ze lekkim opóźnieniem, ale są: January Charts!

Jak zwykle zastrzegam, że cyfry pełnią tylko funkcję porządkową i że w zestawieniu nie muszą znaleźć się same świeżyn yz tego czy poprzedniego miesiąca, o!


1. Congorock - Babylon
2. Femme en Fourrure - Plump Biscuit
3. Buraka Som Sistema - Restless (Julio Bashmore Remix)
4. SIS - Num Wim De Wa
5. Sekta feat. Spoek Mathambo - Jabbajaws (Instrumental)
6. Oliver $ - Gypsy Carnival
7. Hot city - Yeah!
8. Reboot - Enjoy Music (Riva Starr Remix)
9. The Juan Maclean - A Human Disaster (House of House Remix)
10. Riton & Primary 1 - Radiates (Joker Remix)


Pzdr.
Stadtkind

środa, 27 stycznia 2010

P is for Poznań & Pierdolnięcie.




W najbliższy piątek (tj. 29.01) znów narobimy trochę bałaganu w Cafe Mięsnej w Poznaniu, a pomogą nam w tym:

dMIT.RY - Jak sam o sobie napisał: "Všechno to zacalo…v Rusku. Narodil se chlapec. Nežil tam príliš dlouho, neb se prestehoval do stovežatého mesta ceského, Prahy." Aktywnie działa na klubowej scenie w Czechach organizując imprezy i (uwaga!) nie tylko w Pradze. Prowadzi też własny cykl imprez pod szyldem "Neoviolence" 

http://www.myspace.com/dmitrij

Dj HeCan & Marco Jonas - nie wiem czy potrafią jodłować, ale są z Bawarii i pewnie piją dużo dobrego piwa.


Buszkers - lokalny, niezniszczalny zawodnik. Sprawdźcie jego ostatni mix dla The Other People Place!

http://www.myspace.com/buszkers

Nie byłoby tego wszystkiego gdyby nie imprezowa inicjatywa na pierwszą rocznicę istnienia
"Piana Magazine" oraz opiekuńczy parasol "Cafe Mięsnej".

Więcej informacji i strona eventu na
facebooku. (Co się dziwicie? I tak wszyscy zawsze jesteście zalogowani, więc to żaden wysiłek żeby kliknąć ten link.)

Pzdr.
Stadtkind.

poniedziałek, 25 stycznia 2010

Jestem pączusiem!



O Berlinie powiedziano już wiele, sam niejednokrotnie strzępiłem sobie język, rozpływając się w zachwytach nad tym miastem. A więc dość! Chociaż o Berlinie można przecież ciągle i w kółko to samo! Tym razem jednak zamiast lepić kolejny pomnik z wyświechtanych fraz, sypnę garścią refleksji z ostatniego weekendu, mniej lub bardziej drobiazgowych.

W Eurocity, czy to "Wawelu" relacji Kraków Główny - Hamburg Altona czy Ekspresie "Warszawa-Berlin" jest piwo i to alkoholowe. Puszka Tyskiego kosztuje 8zł. To najdroższe piwo puszkowe jakie piłem w życiu. Ale nie mogłem oprzeć się pokusie.

Przed wieloma klubami w Berlinie robi się sztuczną kolejkę. Nawet jak klub nie jest wypełniony, wpuszcza się ludzi stopniowo, po 3 lub 4 osoby. Zrozumiałe i tym bardziej do zniesienia, że przecież w Niemczech można pić alkohol na ulicy, więc stojąc w kolejce można spokojnie sączyć z butelki. Problem zaczyna się gdy na dworze jest -15, a ochroniarze nieugięci.

Butelki 0,33 l to nieco zdradliwa rzecz. Piwa niemieckie przecież niespecjalnie różnią się od polskich zawartością alkoholu. A jednak podczas imprezy wychyliłem chyba ponad 10 butelek Berliner Kindla, i wcale nie czułem uderzenia odpowiedniego dla takiej dawki. Te butelki szybciej się kończyły niż to spostrzegłem. Inna sprawa, że na drugi dzień czułem się jak wyschnięta beczka po piwie.

Czy Niemcy chodzą na aftery? Co do tego chyba nie ma wątpliwości. Nie udało nam się trafić na żadne after, może dlatego, że w klubie zostaliśmy do samego końca, a ja i tak nie chciałem go opuścić pod pretekstem wykorzystania ostatnich imprezowiczów jako darmowych native speakerów. Tam panuje jednak inna kultura picia. Mimo że istnieje pojęcie "Wegbier", co oznacza piwo, które zabierasz ze sobą na drogę, to jednak nie znają oni etosu "dojebania się". To też jest kwestia innej polityki sprzedaży alkoholu. Z jednej strony można pić alkohol w miejscach publicznych, więc można go dostać w bardzo wielu miejscach, szczególnie piwo. Jest ono w kioskach, barach z kebabem a nawet punkcie z kawą i snackami na dworcu. Z drugiej zaś w Niemczech zakupy spożywcze są głównie skupione albo w małych punktach w często uczęszczanych miejscach albo w marketach. Oni nie znają pojęcia "spożywczo-monopolowy" a tym bardziej takiego otwartego 24h. Co prawda są tak zwane Spätkaufy, ale to nie to samo co nasz "nocny", zresztą jest ich o wiele mniej. Tak, już wiele razy to mówiłem, że najwiekszym wkładem współczesnej polski w kulturę europejską powinny być właśnie "monopolowe 24 h na każdym rogu".

Kontynuowaliśmy turystykę imprezową i klubową. W sobotnią trafiliśmy do WMF. Duże to i ładne. Robi wrażenie. Wiele klubów jest we wschodniej części Berlina, bo po upadku muru i zjednoczeniu Niemiec to on stał się częścią do zagospodarowania, gdzie było wiele do zrobienia, zainwestowania, a sama przestrzeń była pewnie zdecydowanie tańsza niż na zachodzie. Ale zostało nam jeszcze wiele do zobaczenia. Watergate, Maria, Icon, Villa, Bar 25...

Och, wszyscy się zachwycamy Berlinem i wszyscy czujemy się tam świetnie, niemal jak w domu, więc powtórzmy razem za Johnem Kennedym "Ich bin ein Berliner!".



Stąd zaczerpnąłem tytuł posta. W latach 80tych rozpowszechniono twierdzenie, jakoby JFK miał popełnić błąd gramatyczny i wskutek tego powiedzieć "Jestem pączusiem". To jednak nieprawda. O tym dlaczego, oraz jaki był kontekst wypowiedzenia tych słów dowiecie się tu.

Jeszcze jeden berliński akcent. Tytułowy kawałek z płyty Ellen Allien "Stadtkind", od którego zresztą zaczerpnąłem swoją ksywkę, taka miniaturowa oda dla Berlina od producentki i didżejki, która od lat jest związana z tym miastem.



Pzdr.
Stadtkind

Harbour Hoes - MDK Night Mix


Chłopaki ze Szczecina nie próżnują. Po wydaniu EP Harbour Hoesa i zapoczątkowaniu cyklu imprez pod szyldem wytwórni Murder Death Kill, którego pierwsza edycja była jak Tsunami, przyszła kolej na serię miksów. Pierwszy wyszedł z pod ręki Harbour Hoesa. Oddaję mu głos

"Jest to set specjalnie zrobiony i zagrany na potrzeby MDK rec. Został odebrany bardzo ciepło dlatego postanowiłem go nagrać i tym samym zapoczątkować nowy cykl setów w MDK rec.Mix zawiera wszystko to czym aktualnie się jaram. Począwszy od lekkich miłych dla ucha dzwięków cymbałków a skończywszy na ostrej holenderskiej wiksie. Set z założenia miałbyć bardzo taneczny dlatego dobierając kawałki postawiłem na dynamikę. Tym samym jest to idealny mix promujący to co i jak gram na imprezach."

MIXCLOUD
DOWNLOAD

Sprawdźcie przy okazji bloga MDK: http://mdkrec.blogspot.com/


Pzdr.
Stadtkind

niedziela, 24 stycznia 2010

W poszukiwaniu pierdololo...



II wojna światowa skończyła się 65 lat temu, a o Hitlerze wciąż głośno. W tym momencie stwierdzam to z całą powagą, że mimo recepcji jego postaci, jest on chyba jednak najważniejszą i najbardziej rozpoznawalną figurą XX wieku. Czy jest nam z tym do śmiechu? Chyba nie powinno... a jednak.

Stwierdzenie, że Polska młodzież podzieliła się na dwa obozy w kwestii oceny kultowego (sic!) już filmu na youtube.com i niesławnego plakatu, może być przesadzone, ale na pewno obie rzeczy wywołały skrajne emocje. Ile odbiorców, tyle opinii; w dużym uproszczeniu jednak można powiedzieć, że film jest "ok" a plakat "be". Co ciekawe wiele osób, które zrywały boki ze śmiechu przy filmie, odebrały plakat z niesmakiem. Mnie obie rzeczy dostatecznie nie rozbawiły, równocześnie też wcale nie zgorszyły, śmieszne zaś wydaje mi się całe zamieszanie związane z tą sprawą.


Tak pokrótce, oba produkty posługują się tym samym symbolem, a właściwie sylwetką - Adolfa Hitlera. W filmie w zabawny sposób, nie pozbawiony jednak pewnej wulgarności komentuje on kondycję warszawskiej sceny klubowej. Użyto do tego fragmentów filmu "Upadek", dzieła ogólnodostępnego i chciałoby się rzecz "niegroźnego". Na plakacie zaś pojawia się Hitler wycięty z gifu od dawna krążącego po sieci i nazwa imprezy - "Melanż ostateczny". Zgodzę się, że kontekst jest tutaj o wiele bardziej ofensywny, nawiązanie do "kwestii żydowskiej" i operowanie symboliką III Rzeszy, zdają się być sporym nadużyciem. Ale zaraz, zaraz! Przecież i na filmie jak i na plakacie Hitler przedstawiony jest jako postać zabawna, pozytywnie konotująca (bo przecież ma taką niezłą gadanę), a symbolika III Rzeszy jest obecna i tu i tu (mundury, gestyka czy sam bunkier Hitlera w filmiku). Co jednak jest dla mnie istotne, to fakt, że plakat jest produktem videa. Tekst "liczy się pierdolnięcie", pochodzi właśnie z klipu. Tyle się mówiło i pisało o odbrązawianiu III Rzeszy i postaci Hitlera no i proszę, jego sylwetkę "oswoili" też mieszkańcy miasta, któremu wyrządził chyba największą krzywdę.

Sytuacjonizm, niewinny żart, naciągany komizm? No dobrze, mimo że plakat wywołał większe oburzenie przez swoje konotacje, to film jednak jest o tyle groźny, że zainspirował do dalszej zabawy z tym symbolem. Wiadomo, że jest to już kwestia nieostrożnej manipulacji symbolem twórców plakatu, ale takich reakcji należało się spodziewać. W tym momencie odsączanie od czci i wiary pomysłodawców plakatu i jednoczesne chichranie się przy filmie, jest dla mnie pewną niekonsekwencją.

A pamiętacie chwilową zajawkę na symbolikę ZSRR? Koszulki z Leninem i motywami nawiązującymi do jego spuścizny? I co, to było fajne? A Che Guevara? Mniejsze zło? No może i Związek Radziecki nie prowadził tak agresywnej i jednoznacznej propagandy i nie budował "fabryk śmierci", ale to jest tak jak z kradzieżą roweru i samochodu. Kradzież roweru ma być lepsza od kradzieży samochodu, bo rower ma mniejszą wartość? To wciąż jest kradzież, niezależnie od wartości przedmiotu.

Niebezpieczna jest każda manipulacja obciążonymi negatywnym ładunkiem symbolami, jednak przy pewnej dozie dystansu, może ona wyrządzić niewiele szkód. Gorzej gdy zaczyna się fetyszyzacja symboli i relatywizacja ich treści, wtedy cały kontekst może okazać się o wiele bardziej smrodliwy niż się wydaje.

Jeśli ktoś ma ochotę, zapraszam do dyskusji.



Pzdr.
Stadtkind

P.S.


W ramach grafiki, plakat promujący tzw. "car-sharing cluby" w USA (notabene ten skrót ma też inne rozwinięcie - "Unser seeliger Adolf" <>). W latach powojennych często stosowano jego sylwetkę do dyskredytacji wielu zjawisk czy przedmiotów. Bardzo często był obecny w polskiej karykaturze, budząc oczywiście konotacje negatywne, ale skoro jest już tak wpisany w naszą kulturę, to nic dziwnego, że będzie nadużywany.

poniedziałek, 18 stycznia 2010

I was drunk.



Riva Starr zachłysnął się Bałkanami i otarł o kicz przy pracy nad "I Was Drunk". Mimo pewnej przaśności, numer jest bardzo chwytliwy i od razu wpełzła jak robak (Ohrwurm?) do ucha. Jednak tematy rodem z ojczyzny Bregovica i Kosturicy szybko się wyczerpią i za jakiś czas będą działać na nerwy. Riva Starr nie urwał się z choinki dlatego, nie martwię się o jego dalszą formę.


Właściwie to chciałem tu coś o nim napisać. Mam na niego oko od dłuższego czasu. Mimo, iż nie zaliczył bardzo spektakularnego sukcesu w 2009 roku, to cały czas stopniowo umacnia swoją pozycję didżeja i producenta. Poza romansem z Southern Fried Records, Kindisch czy Get Physical, stał się pełnoprawnym członkiem rodziny Made To Play, jednego z najciekawszych labeli w 2009 roku.


Znakomicie czuje się we wszystkich wcieleniach housu. Od podszytego basem "Vouxhall" czy "I Jack U", przez bardziej techniczne "La Conga" czy "Scratch 'n' Itch", eksperymenty z żeńskim wokalem przy okazji remiksu The Gossip, folkowe zacięcie przy okazji "I Was Drunk" czy wreszcie skręcający w stronę disco remix Malentego. Nie ma jeszcze na koncie kawałka, który by rzucił na kolana cały świat, ale niezmiennie trzyma bardzo wysoki poziom, co jest niezłym wyzwaniem przy intensywności z jaką produkuje i wypuszcza kolejne remiksy.


Jak dla mnie wciąż jedna z najciekawszych postaci na scenie i moim zdaniem jedna z bardziej cool.


Riva Starr - I Was Drunk (Jeff Doubleau Remix)
Riva Starr - I Was Drunk (Soular Remix)


Jako bonus podarowany przez samego Riva Starra, sympatyczny numer "Trompe D'Amour" zbudowany na bazie remiksu "My High Tops" Plum Dj's.


Riva Starr - Trompe D'Amour


Pzdr.
Stadtkind

Zamorduj, uśmierć, zabij...




Przez właściwą mi w ostatnim czasie opieszałość, nie pojawiła się tu notka promująca imprezę. Niemniej jednak o imprezie mówiło się już od pewnego czasu i gdzie można było, tam spamowano.

Dla mnie była to pierwsza wizyta w Szczecinie. Cieszyłem się na podróż w dawnych granicach Prus.O Szczecinie wiem co nieco. Mój znajomy twierdzi, że Szczecin ma większe przedwojenne płyty chodnikowe z granitu, przez co sprawia ponoć bardziej wielkomiejskie wrażenie od Wrocławia.Ale fakt, trzeba przyznać, że przedwojenna urbanistyka miasta ma swój urok. Dużo rond, szerokie aleje, wykorzystanie różnic ukształtowania terenu. Nie mogłem się jednak przyzwyczaić do innego kąta środkowego niż we Wrocławiu (chodzi o proporcje wysokości zabudowy do szerokości ulicy). Starałem się zagiąć tubylców kwestią pomnika Sediny. "Pazim" i Hotel Radisson na żywo wyglądają gorzej niż na zdjęciach, zaś Brama Portowa cieszy oko nawet w czasie dużej zamieci. Pluje sobie w brodę, że nie widziałem Tarasów Hackena, ani nie ucałowałem tabliczki z nazwą Skweru Ackermana. A po młodych wilkach ani śladu.






Książęta i księżniczki pomorskie zaopiekowali się mną doskonale. Był kilkuetapowy after pełen błazeństw na którym zgodnie z tradycją musiałem zasnąć i zostać popisany markerem, szalona sobota i niedziela w zupełnej rozsypce. Sama impreza? Żeby ktoś to dobrze pamiętał. Wszystkie sety zostały bardzo ciepło przyjęte, parkiet nie pustoszał od 22 do 4 i przetoczyło się przez niego mnóstwo śliny i potu. Bawiłem się szampańsko. Cieszę się, że byłem częścią tego wydarzenia. A dałem z siebie 100%.


Wielkie dzięki dla organizatorów imprezy, wszystkich zebranych w piątek w Alter Ego i ekipy towarzyszącej mi aż do niedzieli. Już to zapowiedziałem, że jeszcze nawiedzę Szczecin, nawet jak nie będę grał. Ja wam jeszcze pokażę!



Pzdr.
Stadtkind.


wtorek, 12 stycznia 2010

Aldona Orłowska - Kocham Cię




***
Radek Poray 2:46:44
pierdole moj mozg semantycznie sie rozpada . az trudno uwierzyc ze to bez premedytacji http://www.youtube.com/watch?v=0nrwKmj61y8
Radek Poray 2:47:16
zajebiste. ze nagle sciszenie w srodku i montaz. usta ruszaja sie nie wiem do czego. zoomy z kosmosu
Radek Poray 2:59:30
Cytuje Red.MARIUSZA SZCZYGLA,ktory "Upodobał sobie szczególnie jeden utwór muzyczny, który powoduje, że on sam staje się innym człowiekiem. Gdyby z padołu ziemskiego miały zniknąć wszystkie nagrania świata, a? Mariuszowi Szczygłowi byłoby dane zdecydować, który utwór jako jedyny jednak zachować, to byłaby to piosenka wykonywana przez Aldonę Orłowską Kocham Cię wciąż. W tej piosence jest ponoć wszystko cokolwiek miałoby to znaczyć. Wybrzmiała na koniec spotkania.
Radek Poray 3:00:40
ten kawalek jest bardzo ciekawy ale serio
Radek Poray 3:00:40
http://www.youtube.com/watch?v=_QgMOAeUo8M
Radek Poray 3:01:02
najpierw to wejscie ariowe a potem takie intro jak dobry oldskul acid house i od czasu do czasu jakies brzęczenia niczym z bitmaszyny hehe
Radek Poray 3:01:25
moze nawet nie acid house
Radek Poray 3:01:33
ale jakos mi sie z egyptian lover skojarzylo hahaha


***
Zastanówcie się nad tym.

I'm horny! Geht's noch?



Gaci bym na parkiecie nie pogubił, ale ten klip mnie na tyle urzekł, że polubiłem sam kawałek. Najbardziej podoba mi się pierwsza minuta... no po prostu nie mogę z tego tańcującego świniaka, kura też wywija nie najgorzej. Niezła biba była w Sherwood!

Enjoy!

czwartek, 7 stycznia 2010

Piana Magazine Party Tour!



Rozkład jazdy:

09.01.2010
SLAM DUNK + ZEPPY ZEPP @ ŁÓDŹ KALISKA, KRAKÓW

29.01.2010
DMIT.RY (CZ), DJ HECAN & MARCO JONAS (DE), SLAM DUNK, BUSZKERS @ CAFE MIĘSNA, POZNAŃ

??.02.2010
TBA @ OŚRODEK, WROCŁAW


Pzdr,
Slam Dunk

poniedziałek, 4 stycznia 2010

Stadtkind - Yeah It's Nice Mix



Za: http://yeahitsnice.blogspot.com/


"Zapowiadać samego siebie to nie najłatwiejsze i trochę niewdzięczne zadanie. Nie będę się przedstawiał. Kto czyta tego bloga, The Other People Place, czy Slam Dunked, ten wie z kim ma do czynienia. Napiszę jedynie kilka słów o autorskim secie, który przygotowałem na grudzień dla Yeah It's Nice.


Miks nie powstał według jakiegoś określonego klucza. Punktem wyjściowym stał się remix "You got the love" Florence + The Machine zrobiony przez The XX, który moim zdaniem jest jednym z najlepszych utworów tego roku. Mimo iż pełno go wszędzie, uznałem jednak, że nie będzie grzechem umieścić go również w swoim secie. A więc zaczynając od tego numeru, krok po kroku kojarzyłem ze sobą różne kawałki, które w ostatnim czasie zabiły mi ćwieka w głowie. Okazało się, że wyszedł z tego całkiem intrygujący zestaw. Nie ma tu wypełniaczy. Jest swoisty etno posmak, zrównoważony jednak dużym naciskiem na melodię i wokale.


Na razie nie będę publikował tracklisty, by nikt się przedwcześnie nie sugerował, co się dzieje przez 40 minut trwania tego miksu. Uzupełnię ją za jakiś czas. Jeśli ktoś jednak będzie ciekawy, jaki kawałek leci w danym momencie, niech do mnie pisze. Jeśli więc jesteście ciekawie co dobrego wysmażyłem, to chwytajcie linka i ściągajcie."


1. Florence + The Machine - You Got The Love (The XX remix)
2. Adam Port & Gigi - Enoralehu (Club Mix)
3. Nicone and Sascha Braemer - Nur Mal Kurz (Philip Bader Remix) (Renaissance Man International Edit)
4. Drop The Lime - Set Me Free (Zombie Disco Squad Remix)
5. Drop The Lime - Devil's Eyes (Classixx's B-live Mix)
6. Boy 8-Bit – Baltic Pine
7. Empire of the Sun - Walking On a Dream (Bowski Remix)
8. Band Of Horses - The Funeral (Buckmaster Remix)
9. Passion Pit - Little Secrets (Jack Beats Remix)
10 .Wes - Alane (Raziek Remix)
11. Myd - Train to Bamako (Canblaster Remix)
12. Jack Splash feat. Missy Elliott and Jazmine Sullivan - I Could Have Loved You (Sinden Remix)


Pzdr.
Stadtkind

niedziela, 3 stycznia 2010

Dwa tysiące coś tam...






Jest 3 stycznia. Już od jakiegoś czasu zbieram się do napisania tego podsumowania. Właściwie jednak nie wiem co chciałbym napisać. Jak to wszystko podsumować? Z chęcią posłużyłbym się statystykami. Mieliśmy kiedyś taki plan, by sumować wszystkie kilometry jakie przejechaliśmy pociągami podróżując na imprezy do innych miast. Później o tym zapomnieliśmy. Raz tylko udało nam się policzyć, że w przeciągu ośmiu czy dziewięciu dni, zrobiliśmy ponad 3000 tysiące kilometrów. Jeśli chodzi o podróże wewnątrz kraju, to ustępujemy chyba tylko Mental Cutowi. Można by to podsumować, ilością wódki jaką wypiliśmy przez ostatni rok albo sumą pieniędzy jaką wydaliśmy ogólnie na alkohol w 2009 roku. Jednak nawet autystyczny sawant patrząc dziś na nasze twarze nie byłby w stanie tego policzyć. Ponoć statystyczny Polak wypija w ciągu roku 9,5 litra spirytusu (dla porównania Rosjanin 18). Pewnie zawyżamy tą średnią. Nie ma się jednak czym chwalić.


No dobrze, a tak całkiem na poważnie. To był naprawdę świetny rok. Mnóstwo imprez, wrażeń, nowych znajomości. Wszystko działo się w trochę przyspieszonym tempie. Bawiliśmy się wyśmienicie. W bardzo wielu miejscach spotkaliśmy się z ciepłym przyjęciem. Mieliśmy okazję zagrać z tymi których podziwiamy i których kawałki sami gramy. W tym miejscu wypada mi podziękować tym wszystkim, którzy nas docenili, zapraszali na imprezy, cierpliwie znosili nasze wygłupy, częstowali smakołykami, cucili nad ranem i nocowali po kątach czy na podłodze. Ukłony też w stronę tych, którzy przychodzili na nasze imprezy, zapełniali parkiet, stawiali smakowite trunki na barze i razem z nami bawili się do świtu. Niech to zabrzmi pretensjonalnie ale "bez was, nie byłoby nas".


Mam nadzieję, że ten rok będzie jeszcze lepszy. Czy tego chcecie, czy nie, my wciąż pozostaniemy sobą!





Po właściwie podsumowanie muzyczne, zapraszam was na bloga The Other People Place. W tamtym roku i tak ja pisałem nasze zestawienie, które pojawiło się na blogu Bistiego. Tym razem pojawi się na TOPP, bo to jest teraz moją główną tubą propagandową.


Pzdr.
Stadtkind